Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bakterie jelitowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bakterie jelitowe. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 lipca 2013

Jelito grube - jak nie pozwolić mu zachorować


Witam po dłuższej przerwie

Dziś linki do dwóch artykułów traktujących o raku jelita grubego. Pierwszy z nich pokazuje, co zwiększa ryzyko zachorowania. Mamy tu dwa główne czynniki – dieta bogata w cukry (żadna nowość) i dieta bogata w tłuszcze. Szkoda tylko, że nie podano, w jakie tłuszcze, ale po wnikliwej lekturze wywnioskować można, że w te, w które coraz bogatsza jest generalnie dieta ludzi z krajów uprzemysłowionych. No, to jesteśmy w domu.

Ciekawych słów kilak pada w artykule na temat błonnika. Mianowicie pisze autor, że dieta bogata w błonnik wg niektórych sprzyja profilaktyce raka jelita grubego, ale że są tez badania, które dowodzą, że żadnego związku tu nie ma. To też żadna nowość, biorąc pod uwagę fakt, że w badaniach, w których zachorowalność na raka jelita grubego była taka sama wśród osób z dieta bogatą w błonnik jak w grupie kontrolnej, błonnik ów pochodził z produktów zbożowych (z tzw. pełnego przemiału). Dziś już niemal pewne jest, że błonnik błonnikowi nie równy i że szczególne ma to znaczenie właśnie dla ścian jelita grubego. Otóż ten, który zawarty jest w roślinach zielonych i w niektórych owocach jest korzystny dla naszego zdrowia, a ten, który dostarczamy do jelita grubego wraz z produktami zbożowymi (nawet tymi z pełnego przemiału), jest w najlepszym razie obojętny, a niektóre badania donoszą, iż jest wręcz dla jelita grubego drażniący.

Drugi artykuł wspomina o prewencyjnym działaniu kwasu acetylosalicylowego. Okazuje się (nie pierwszy raz, że związek ten chroni nas przed rakiem jelita grubego właśnie). Nic dziwnego, kwas ten (w naturze występujący w nieco innej wersji – jako kwas salicylowy – na przykład w soku brzozowym), jest silnym środkiem przeciwzapalnym, a w powstawaniu raka jelita grubego procesy zapalne zdają się mieć szczególnie istotne znaczenie. Szkoda tylko, że autorzy tego typu artykułów uparcie wspominają wprowadzoną przez koncern BAYER nazwę handlową tego kwasu, a zapominają, że nasz rodzimy przemysł farmaceutyczny produkuje go pod nazwą Polopiryna.

Co do jelita grubego i przyczynach oraz zapobieganiu złośliwym nowotworom tego narządu – można pisać jeszcze sporo. Wiadomo, że wszystkie substancje hamujące powstawanie stanów zapalnych w organizmie będą tu miały pozytywny wpływ (a więc na przykład kurkumina czy kwasy nienasycone Omega-3). Ostatnio mówi się też o tym, że wspaniały wpływ na kondycję ścian jelita grubego i ewidentne zmniejszenie ryzyka powstawania raka w tych ścianach ma kwas masłowy, który możemy suplementować, jako maślan sodu (w aptekach dostępny, jako Debutir – bez recepty).  Ale o tym w kolejnych wpisach, które, mam nadzieję, będę mógł zamieszczać tu znacznie częściej i regularnie.

Pozdrawiam czytelników

Ja_K

wtorek, 29 stycznia 2013

Hiszpańscy naukowcy i mleko


Ostanie badania hiszpańskich naukowców dowodzą, że w pierwszym mleku matki (tzw. siarze) obecnych jest około 700 gatunków bakterii. Zdziwiony? Ja nie. To oczywiste, że układ odpornościowy jest jednym z tych, które są absolutnie decydujące o przeżyciu nowonarodzonego człowieczka. A ten, wobec sterylności życia płodowego, musi jak najszybciej nauczyć się, że są inne, niż jego własne, komórki i białka na świecie. Na dodatek układ trawienny, ten także potrzebuje silnego wsparcia ze strony drobnoustrojów, i to już od pierwszych dni. Bez bakterii zamieszkujących nasze jelita nie przeżylibyśmy nawet kilku dni. Dopełnieniem jest to, że między innym „zdrowa” i odpowiednia mieszanka bakterii jelitowych, jak mało co innego, odpowiada za sprawność naszego systemu immunologicznego. Zupełnie nie dziwi więc to, że tak nami posterowała ewolucja, żeby matki, nawet, jeśli Bóg wie ile siedzą pod prysznicem, i tak aplikowały swoim dzieciom właściwe bakterie w odpowiednich ilościach. Ciekawym spostrzeżeniem hiszpańskich badaczy matczynego mleka jest to, że mleko to jest tym uboższe w bakterie, im mniej typowy był przebieg ciąży i porodu. Przykładowo, kobiety rodzące przez cesarskie cięcie mają tychże bakterii w pokarmie znacząco mniej. Podobnie jest w przypadku kobiet, które nienaturalnie sporo przybrały w ciąży na wadze. Zresztą, dziecko rodzone siłami natury pierwszy, jakże ważny kontakt z bakteriami (które natychmiast, co ważne dla zdrowia dziecka, zasiedlają jego jamą ustną) ma już przechodząc przez kanał rodny matki. 

Co by nie mówić, kontakt z drobnoustrojami zdaje się być kluczowy dla prawidłowego rozwoju naszego systemu odpornościowego. I teraz.. wróćmy do starych czasów, gdy nie było jeszcze mydła, ba, gdy woda była tylko w bajorku albo wręcz w kałuży. Wyobrażacie sobie, jak ludzie wtedy w ogóle mogli żyć? Napij się dziś wody z kałuży, a będziesz miał szczęście, jak umrzesz niewiele cierpiąc. Czy to ta woda taka zła dzisiaj? Bo przecież ludzie kiedyś musieli taką pić i żyli. Otóż, niekoniecznie. Popatrz na Twojego przyjaciela – psa. Ten chłepcze sobie brunatną breję z tygodniowej, podsychającej już w upałach lata i nieco gnijącej kałuży i nic mu nie jest! Czy on jest aż tak różny od nas? Wcale nie. Tyle, że robi to odkąd się urodził. My, ludzie, jesteśmy dziś tak mało odporni na wszelkie infekcje, bo staramy się żyć skrajnie sterylnie i w sterylności staramy się wychowywać nasze dzieci. To pewne. Ale nie chcę nikogo tu namawiać, by nagle poił swoje dziecko wodą z pobliskiej rzeczki, w której od dawna wyzdychały wszystkie ryby. Nie chcę, bo ryzyko, że w takim czymś będzie coś, z czym organizm dziecka nie da sobie rady (bo nie dałby i psi), jest jednak znaczne. Tyle, że refleksja jest konieczna. Kto wie, czy dzisiejszy wysyp alergii, to nie skutek sterylizacji życia? Nasz system odpornościowy jednak istnieje i wobec nudy, jaką mu gwarantujemy myjąc się mydłem pięć razy dziennie i nie wkładając do ust niczego, co nie byłoby prędzej spasteryzowane, zaczyna po prostu atakować obce czynniki i białka, które w żaden sposób nam nie zagrażają (a czasem, coraz częściej, zaczyna atakować nasze własne, prawidłowe komórki, co bywa szczególnym dramatem).

Na koniec słowo jeszcze o dzidziusiach. Wszyscy wiemy, że niemowlaki ochoczo biorą do ust wszystko, co tylko wpadnie im w rączki. Niedawno wysnute przez innych badaczy hipotezy mówią o tym, ze to wcale nie dlatego, że są takie głodne, ani nie dlatego, że chcą poznać smak nieznanego, ale że to zjawisko o wiele starsze, niż nam się zdaje i bardzie związane z nasza biologią. Podobno chodzi o to, ze od zarania gatunku był to sposób na to, by dzieciaczki jak najwcześniej miały kontakt z jak największa ilością stosunkowo niegroźnych mikrobów (posadzki w jaskiniach rzadko były myte Domestosem). W ten sposób dzieci naszych przodków szybko uczyły swoje komórki odpornościowe prawidłowych reakcji, a to pozwalało im dożywać dojrzałego wieku (a nawet starości), bez jakiegokolwiek udziału medycyny i farmakologii. Ale to było zanim odkryliśmy, że możemy jeść zboża.