Czy zastanawiałeś się kiedyś, co można jeszcze zdrowego kupić w markecie? Powiem Tobie - praktycznie nic. Zapytasz, dlaczego? Odpowiedź tkwi w słowie "kupić". Dziś, jak nigdy prędzej, kupić znaczy niemal to samo, co dać się oszukać. Nie wierzysz? Pogadaj z kimś, kto pracuje w zakładach mięsnych, albo w sadzie, albo kto odpowiada za zakup surowców do produkcji czegoś tam w puszce, słoiku labo kubeczku. Możesz też pogadać z tymi, którzy oznaczają jaja jedynką, znaczy "z wolnego wybiegu" (niekoniecznie w Niemczech). Nic nie stoi na przeszkodzie, byś dotarł do pracownika wielohektarowego sadu jabłkowego. Kupić, zapłacić, dać zysk. Żądza pieniądza jest dziś skrajnie bezwzględna. A sumienia małe. Zwłaszcza, gdy idzie o sumienia nie pojedynczych ludzi, a zarządów, rad nadzorczych i innych wieloosobowych gremiów, w których każdy z góry zakłada, że nie jest niczemu winien, że robi tylko to, co inni.
Zadanie domowe: wpisz w google "skażenie owoców".
Wersja dla leniwych (ale warto samemu poszperać):
http://vimed.pl/2012/01/pestycydy-w-zywnosci/
http://www.samouzdrawianie.pl/lista-warzyw-i-owocow-szczegolnie-narazonych-na-skazenie-pestycydami/
Blog o tym, jak żyć, by uniknąć chorób cywilizacyjnych, takich, jak rak i inne nowotwory, choroby układu krążenia (zawały, udary, zakrzepy), cukrzyca, choroby degeneracyjne, podagra i inne).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zgubne skutki cywilizacji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zgubne skutki cywilizacji. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 7 marca 2013
czwartek, 28 lutego 2013
Spodziewany wzrost zachorowań na raka w Polsce
W ciągu dziesięciu, piętnastu lat liczba zachorowań na
nowotwory w Polsce podwoi się. Takie
jest oficjalne stanowisko polskich onkologów. Nie dziwi mnie ono wcale. Kiedy
stoję w kolejce do kasy w pobliskiej Biedronce i kiedy patrzę, co ludzie mają w
swoich koszykach, to skłonny jestem stwierdzić, że nie tylko się podwoi, ale może
nawet potroi albo i będzie czterokrotnie większa.
Jak już wspomniałem w jednym z wpisów, ale przypomnę to raz
jeszcze, bo to ważne, amerykańscy lekarze alarmują, że już całkiem niedługo, a
zarazem po raz pierwszy od bardzo dawna
będzie tak, że dzieci umierać będą wcześniej, niż ich rodzice. Ma to się stać
za sprawą tego, że dzisiejsze dzieciaki i młodzież, to osobniki od urodzenia
raczone świństwami produkowanymi przez wielkoskalowy, bezwzględny w dążeniu do
zysków przemysł spożywczy, czego nie
można powiedzieć o ich rodzicach, którym w młodości i w dzieciństwie zdarzało
się jeszcze zjeść na obiad normalnego kurczaka z podwórka, zwykłą szynkę otrzymaną
z rozbioru świni karmionej tradycyjnie, a nie przemysłowymi paszami i w której to
szynce oprócz samej szynki nie ma niemal niczego innego. Moim zdaniem mają
rację. Zresztą, popatrzcie na filmik, do którego link zamieściłem pod wpisem.
To wprawdzie materiał nagrany chyba gdzieś w Chinach, ale
myliłby się ten, kto sądzi, że u nas jest jakoś szczególnie inaczej. U nas też
produkcją mięsa rządzi pieniądz i robi się wszystko, żeby jak najszybciej wyprodukować
go jak najwięcej i żeby to jak najmniej kosztowało. Co jest w tym mięsie? Na
pewno antybiotyki, bo nie może sobie hodowca pozwolić na epidemię czegokolwiek.
Na pewno hormony wzrostu, boi kurczak ma rosnąć dwa razy szybciej, niż to
wynika zwykłej biologii. Na pewno hormony stresu, bo te zwierzęta są w stresie
absolutnie całe życie. Na pewno rozliczne środki chemiczne stosowane do konserwowania
pasz, do zwalczania grzybów, do dezynfekowania pomieszczeń. A czego w tym mięsie
nie ma? Niemal wszystkiego tego, co powinno być, zwłaszcza mikroelementów, witamin,
kwasów nienasyconych Omega-3. No bo skąd miałyby się tam wziąć?
Link do filmu: http://player.vimeo.com/video/57126054#at=0
wtorek, 29 stycznia 2013
Hiszpańscy naukowcy i mleko
Ostanie badania hiszpańskich naukowców dowodzą, że w
pierwszym mleku matki (tzw. siarze) obecnych jest około 700 gatunków bakterii.
Zdziwiony? Ja nie. To oczywiste, że układ odpornościowy jest jednym z tych,
które są absolutnie decydujące o przeżyciu nowonarodzonego człowieczka. A ten,
wobec sterylności życia płodowego, musi jak najszybciej nauczyć się, że są
inne, niż jego własne, komórki i białka na świecie. Na dodatek układ trawienny,
ten także potrzebuje silnego wsparcia ze strony drobnoustrojów, i to już od
pierwszych dni. Bez bakterii zamieszkujących nasze jelita nie przeżylibyśmy
nawet kilku dni. Dopełnieniem jest to, że między innym „zdrowa” i odpowiednia
mieszanka bakterii jelitowych, jak mało co innego, odpowiada za sprawność
naszego systemu immunologicznego. Zupełnie nie dziwi więc to, że tak nami
posterowała ewolucja, żeby matki, nawet, jeśli Bóg wie ile siedzą pod
prysznicem, i tak aplikowały swoim dzieciom właściwe bakterie w odpowiednich
ilościach. Ciekawym spostrzeżeniem hiszpańskich badaczy matczynego mleka jest
to, że mleko to jest tym uboższe w bakterie, im mniej typowy był przebieg ciąży
i porodu. Przykładowo, kobiety rodzące przez cesarskie cięcie mają tychże
bakterii w pokarmie znacząco mniej. Podobnie jest w przypadku kobiet, które
nienaturalnie sporo przybrały w ciąży na wadze. Zresztą, dziecko rodzone siłami natury pierwszy, jakże ważny kontakt z bakteriami (które natychmiast, co ważne dla zdrowia dziecka, zasiedlają jego jamą ustną) ma już przechodząc przez kanał rodny matki.
Co by nie mówić, kontakt z drobnoustrojami zdaje się być
kluczowy dla prawidłowego rozwoju naszego systemu odpornościowego. I teraz..
wróćmy do starych czasów, gdy nie było jeszcze mydła, ba, gdy woda była tylko w
bajorku albo wręcz w kałuży. Wyobrażacie sobie, jak ludzie wtedy w ogóle mogli żyć?
Napij się dziś wody z kałuży, a będziesz miał szczęście, jak umrzesz niewiele
cierpiąc. Czy to ta woda taka zła dzisiaj? Bo przecież ludzie kiedyś musieli taką pić i żyli. Otóż, niekoniecznie.
Popatrz na Twojego przyjaciela – psa. Ten chłepcze sobie brunatną breję z tygodniowej,
podsychającej już w upałach lata i nieco gnijącej kałuży i nic mu nie jest! Czy
on jest aż tak różny od nas? Wcale nie. Tyle, że robi to odkąd się urodził. My,
ludzie, jesteśmy dziś tak mało odporni na wszelkie infekcje, bo staramy się żyć
skrajnie sterylnie i w sterylności staramy się wychowywać nasze dzieci. To
pewne. Ale nie chcę nikogo tu namawiać, by nagle poił swoje dziecko wodą z
pobliskiej rzeczki, w której od dawna wyzdychały wszystkie ryby. Nie chcę, bo ryzyko,
że w takim czymś będzie coś, z czym organizm dziecka nie da sobie rady (bo nie
dałby i psi), jest jednak znaczne. Tyle, że refleksja jest konieczna. Kto wie,
czy dzisiejszy wysyp alergii, to nie skutek sterylizacji życia? Nasz system odpornościowy
jednak istnieje i wobec nudy, jaką mu gwarantujemy myjąc się mydłem pięć razy
dziennie i nie wkładając do ust niczego, co nie byłoby prędzej spasteryzowane,
zaczyna po prostu atakować obce czynniki i białka, które w żaden sposób nam nie
zagrażają (a czasem, coraz częściej, zaczyna atakować nasze własne, prawidłowe komórki,
co bywa szczególnym dramatem).
Na koniec słowo jeszcze o dzidziusiach. Wszyscy wiemy, że
niemowlaki ochoczo biorą do ust wszystko, co tylko wpadnie im w rączki. Niedawno
wysnute przez innych badaczy hipotezy mówią o tym, ze to wcale nie dlatego, że
są takie głodne, ani nie dlatego, że chcą poznać smak nieznanego, ale że to
zjawisko o wiele starsze, niż nam się zdaje i bardzie związane z nasza biologią.
Podobno chodzi o to, ze od zarania gatunku był to sposób na to, by dzieciaczki
jak najwcześniej miały kontakt z jak największa ilością stosunkowo niegroźnych
mikrobów (posadzki w jaskiniach rzadko były myte Domestosem). W ten sposób
dzieci naszych przodków szybko uczyły swoje komórki odpornościowe prawidłowych
reakcji, a to pozwalało im dożywać dojrzałego wieku (a nawet starości), bez
jakiegokolwiek udziału medycyny i farmakologii. Ale to było zanim odkryliśmy,
że możemy jeść zboża.
środa, 16 stycznia 2013
Framaceutyczna rządza pieniądza
Pomyślałem sobie, że rozpocznę dziś moje blogowanie. Tak po
mojemu, według własnego pomysłu i według własnych przekonań. Pomyślałem sobie,
że dziś umieszczę w blogu pierwszy wpis dotyczący tego, jak powinniśmy (moim
zdaniem) żyć, by coś, co zwiemy chorobami cywilizacyjnymi, trzymało się od nas
z daleka. Ale tak się składa, że zupełnie przed chwilą obejrzałem na Onecie
materiał filmowy dotyczący przemysłu farmaceutycznego, a ściślej tego, jak ten
przemysł liczy się z pieniędzmi, a nie z walką z chorobami. W blisko godzinnym
(z reklamami, niestety) filmiku opisywane są mechanizmy blokujące dostęp do
leków dla mniej zamożnych ludzi oraz sama idea mówiąca o tym, że firmy
farmaceutyczne, to firmy działające dla zysku, że to zysk jest ich celem, a nie
zdrowie pacjentów. Dokładnie tak. Można być wręcz pewnym, że zdrowie pacjenta
jest dla tych koncernów narzędziem, albo nawet, że tym narzędziem jest ich choroba.
Stąd, i weźmy to jako pewnik, wielkie farmaceutyczne firmy (a dziesięć największych,
to prawie wszystkie, które mają znaczenie) nie są zainteresowane tym, byśmy
byli zdrowi, te firmy są zainteresowane tym, byśmy byli na coś leczeni. A jeśli
do tego dodać fakt, iż są one (te firmy) własnością innych korporacji i że za
ich działania nie odpowiadają jednostki, a całe, często niełatwe do określenia
dla kogoś z zewnątrz, gremia, można sobie łatwo wyobrazić, że coś takiego, jak
etyka, nie ma w ich strategicznym działaniu żadnego zastosowania. Zastosowanie
mają pieniądze.
Tak naprawdę ten sam schemat, schemat rządzy pieniądza i
podporządkowania działań zyskom, można swobodnie przypisać do jakiejkolwiek innej
branży przemysłu. Także do branży spożywczej. A skoro tak, to śmiało możemy założyć,
że od tej strony, od strony tego, co możemy kupić, albo co wręcz kupić musimy,
by żyć, nie chroni nas nic. Nie mamy żadnej gwarancji, że to, co spożywamy,
albo nawet to, czym się leczymy, rzeczywiście służy nam i naszemu zdrowiu, a
nie jedynie portfelom tegoż producentów. Powiedziałbym nawet, że mamy niemal
pewność, że to, co wkładamy właśnie do ust, w jakiś sposób nas zabija.
A oto link do filmu na Onecie: http://vod.pl/zdrowie-na-sprzedaz,88519,w.html#play
Pozdrawiam
Ja C.
Subskrybuj:
Posty (Atom)